Cytat: A może te wszyskie "Dziady", "Masy", Kiełbasy" to tylko narzędzia a mafia jest zupełnie gdzieindziej?
To było tak. "Pershing", "Dziad", "Wariat" (brat Henryka Niewiadomskiego - "Dziada") i inni, wiele lat działali bezkarnie właśnie ze względu na swoje dobre kontakty z politykami. Wchodzili w potężne interesy z Kolumbijczykami (na pewno nie chodziło o banany ) i w zamian za to odpalali działkę politykom. Ci, aby ułatwić "pracę" robolom w kominiarkach podjęli w 1990 r. decyzję o rozwiązaniu policyjnego wydziału przestępczości gospodarczej, co umożliwiło pranie brudnych pieniędzy i ich inwestowanie.
Niektórzy przestępcy nawet sami wchodzili do polityki, np. Aleksander Gawronik, który został senatorem.
Już o nim pisałem, ale chyba na starym forum. Poprzez swoje kontakty w SB i Milicji (był agentem milicyjnym jako cinkciarz) pierwszy dowiedział się, że zniesiony zostanie zakaz handlu walutą, więc zdążył na przejściach granicznych wybudować kantory i zgromadzić walutę.
Konsekwencją, a raczej kulminacją rozwoju mafii było odstrzelenie gen. Papały. Jest zasadą, że tam gdzie zabija się "głównego psa", tam już panoszy się dobrze rozwinięta mafia. Słabo zorganizowani przestępcy, bez zaplecza politycznego, nie ryzykują wściekłości policji i nie zabijają ich szefa. Patrzcie na przykład Italii.
Papała zginął, bo odkrył, że jego koledzy z resortu oraz politycy (
komendantem głównym policji został z mianowania SLD) są zamieszani w ciemne interesy. I w tym momencie nie ważne jest, jakie to były interesy; czy handel bronią, czy handel narkotykami. Ważne jest, że mafia czuła się tak pewna, że postanowiła Papałę zabić.
Bardzo mnie śmieszą "wyjaśnienia" szmaciaka Millera, który mówi, że "politycy SLD nie mogą mieć nic wspólnego ze śmiercią Papały, bo dzięki nim został
komendantem". No właśnie dlatego tropy muszą prowadzić do postkomunistów, bo w ich mniemaniu Papała "zdradził".
Ważną granicę rozwoju mafii osobiście łączę z nastaniem "ery Kwaśniewskiego" w 1995 r. Bandyci w białych kołnierzykach na tyle okrzepli, że pora było zacząć inwestować ukradzione pieniądze w legalne interesy. Trzeba też było zacząć pozbywać się skompromitowanych towarzyszy.
W czerwcu 1995 r. ówczesny premier Oleksy pozbawił I. Sekułę stanowiska GUC, czym przygotował grunt pod kampanię prezydencką Kwaśniewskiego, gdyż on wcześniej głosował przeciwko odebraniu Sekule immunitetu poselskiego w związku z zarzutami o defraudację pokaźnej kwoty), a w wyborach parlamentarnych 1997 r. SLD nie umieściło go na swoich listach wyborczych.
"Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść...". Trzy lata później załamany Sekuła desperacko poszatkował sobie brzuch rozpalonym ołowiem.
Nie bez powodu Kwaśniewski spontanicznie nazwał Oleksego zdrajcą po ujawnieniu w nagraniach Gudzowatego wynurzeń Józia.
Ale na szczęście Józio publicznie przeprosił i wycofał się ze swych oskarżeń. Jest więc szansa, że na razie nie "popełni samobójstwa".
Pozdrawiam